Poeta zafascynowany Maryją

 

Home Page

 

  | PolskiEnglish | Italiano

  

Maria Di Lorenzo

 

ŚLADAMI MARYI

 

Charyzmatyczne postacie z historii chrześcijaństwa

 Edycja Świętego Pawła

  (Częstochowa - 2004)

 

13, 90 zł

 

 

EDYCJA ŚWIĘTEGO PAWŁA

ul. Siwickiego 7, 42-221 Częstochowa

tel. (034) 362.06.89

fax (034) 362.09.89

e-mail: edycja@paulus.pl

 


 

Maria Di Lorenzo

 

MATKA TERESA

 

BLASK MIŁOŚCI

       

          (Księgarnia

      

      Św. Wojciecha,

     

      Poznań - 2005)

 

 16, 90 zł

 

 


 

 

 

MARIA DI LORENZO

 

Maria Di Lorenzo jest dziennikarką, pisarką

i jednocześnie naukowcem, specializującym się w problematyce

życia duchowego.

 

Przez wiele lat pracowała w redakcji dzniennika Il Tempo” (1990-1992), a także we włoskiej telewizji RAI i w Radiu Watykańskim (1993-1995).

 

Obecnie jest jednym z redaktorów maryinego miesięcnika Madre di Dio” (1998-2001), a ponadto współpracuje z wieloma innymi czasopismami religijnymi, np. Jesus”, Il nostro tempo”.

 

Opublikowała wiele książek, spośród których do najbardziej popularnychi wielokrotnie nagradzanych należą biografie świętych i kandydatów na ołtarze.

 

Nasconditi dentro il mio cuore

(Ed. dell’Immacolata, Bologna 2009)

 

Teresina č uscita dal gruppo

(Paoline, Milano 2008)

 

Con la croce sul cuore - Edith Stein (Ed.dell’Immacolata, Bologna 2000-2006)

 

  Matka Teresa – Blask Miłości (Księgarnia Św. Wojciecha, Poznań 2005)

 

Śladami Maryi - Charyzmatyczne postacie z historii chrześcijaństwa

(Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2004)

 

  Una scorciatoia per il cielo. Diciassette percorsi di vita e di fede con Maria di Nazareth

(Gribaudi – Milano 2004)

 

La sera si fa sera (Edizioni Tracce - 2004)

 

Pier Giorgio Frassati - L’amore non dice mai basta

(Paoline – Milano 2002)

 

Rosario Livatino - Martire della giustizia (Paoline - Milano 2000)

 

 

www.mariadilorenzo.net

 

 

 

 

E-mail:

 

madilorenzo @ yahoo.it

 


 

 

  


POEZJA


 

 

Pozwól abym chodził Matko Boska,

w Twoim ostatecznym różańcu,

w tym łuku, który łączy światło i ciemność.

Wciąż jest tak ciemno, Córko Syjonu,

ale pragnę, w tej mozolnej wspinaczce,

przejść przez każdą próbę,

aby odnaleźć moją Matkę,

Różę wypełnioną Twoją Tajemnicą:

miłość wcieloną Jedynego Syna.

 

 


 

Maryja była cała ubrana na czarno,
stała nieruchomo na ziemi
a w ramionach trzymała Jezusa.
 
W szaleńczym pędzie swoich spraw
mijali ją przechodnie,
nawet nie zwracając na Nią uwagi.
Nikt nie zatrzymał się,
aby dać Jej choćby grosz jałmużny.
 
Spod zamkniętych powiek Maryi
dwie łzy spływały po policzkach.
 
Tymczasem Jezus uśmiechał się do mnie,
podczas gdy w luksusowych sklepach
zapalały się światła, mieniło się w nich
od pamiątek, gwiazdek i aniołków.
 
Ścisnął mnie mocno za rękę,
a w Jego niewinnym uśmiechu
dostrzegłem cierpienie całego świata.

 

 


 

 

Maryjo Dziewico,

o nic Cię nie proszę,

jednak z nieba, proszę,

zapewnij mojego ojca

i moją matkę,

że zważam na prawo Twojego Syna.

                                

Na Jego miłość,

która wymaga przebaczania temu,

kto mi wyrządził zło.

Mryam, w tym starym getcie,

odwieczenie spływającym krwią

Dawida, przygotowuję się,

omawiając Różaniec Łucji Santos

na Twoje niespodziewane wezwanie.

 

Matko, bo Ty wiesz,

że jestem w Tobie zakochany

i że kiedy zamykam oczy,

lub kiedy idę do pracy,

przez plac Dwunastu Apostołów

widzę Cię lsniącą od słońca

osadzonego w Twoim Niepokalanym Sercu,

a u Twych stóp jest Róża Stworzenia,

utkana w Twej wiecznej tkalni.

 

Widzę jak ze swoim Synem

nieprzerwanie przyodziewasz

moich braci, ludzi, w światło.

Niech zajaśnieje Twoja chwała

w Twoim słudze,

który w ciszy tego domu,

w którym w 1966 roku prowadziłaś mnie,

a ja przyjąłem misterium Twojej

wzniosłej muzyki.

 

 


Poeta zafascynowany Maryją


 

 

(…) Rozmawiam z Elio Fiore. Jego droga człowieka i poety bierze swój początek od tragicznej daty 16 października 1943 roku, kiedy to Niemcy wtargnęli do rzymskiego getta, gdzie wtedy się znajdował. Splądrowano domy i deportowano ponad dwa tysiące Żydów, kobiety i starców, także dzieci.

 

- Dlaczego Pan, chrześcijanin, znajdował się tam tego dnia i dlaczego, kiedy dorósł, powrócił Pan do getta, aby w nim zamieszkać?

 

- Z powodu pracy mieszkałem w wielu włoskich miastach, w końcu, zupełnie przez przypadek wróciłem do getta. Szukałem w Rzymie mieszkania i znalazłem je właśnie w dzielnicy żydowskiej. Jednak z czasem, kiedy zastanawiałem się nad tym wszystkim, zaczęło do mnie docierać, że jest to zrządzenie losu. Wróciłem przecież właśnie tu, gdzie jako dziecko byłem świadkiem tragedii narodu żydowskiego.

 

W 1943 roku miałem osiem lat, byłem dzieckiem żywym, ciekawym wszystkiego, lubiłem dziecięce gry, as o Niemcach i Żydach nie wiedziałem nic, w ogóle nie wiedziałem nic o życiu…Tamtego poranka, kiedy zaczęła sie łapanka, znajdowałem się na Placu Piscinula, ponieważ niedawno straciłem dom. Latem, kiedy bombardowano San Lorenzo al Verano, nasz dom został zrównany z ziemią. Zginęło wtedy ponad trzy tysiące osób, a wielu ludzi zostało rannych.

 

Oczekując na pomoc, leżałem w objęciach mamy, przysypany gruzami, przez dziesięć godzin. Uratowaliśmy się tylko cudem. Maryja nas uratowała. Pamiętam, jak matka modliła się cały czas: „O, Matko Boża, uratuj moje dziecko!”. Ponieważ byliśmy ranni, zaprowadzono nas do szpitala. Tego dnia przeżyłem szok. Od tamtej pory mój stosunek do Maryi raptownie się zmienił, więź stała się silniejsza i bardziej dojrzała.

 

Przedtem byłem dzieckiem nieświadomym wielu rzeczy. Na przykład, o Maryi słyszałem po raz pierwszy w czasie Bożego Narodzenia 1939 roku, kiedy mój ojciec zbudował wspaniała szopkę na fortepianie. Pokazał mi wtedy figurkę Maryi i powiedział, że to jest Matka Boża, Matka Jezusa. Oczywiście nic z tego nie rozumiałem, miałem przecież cztery lata. Pamiętam również, choć przez mgłę, nocną pielgrzymkę, która odbyłem z moją mamą do Matki Bożej Miłości. Pamiętam, że świtało i że było zimno…

 

(…) - Czy to prawda, że ma Pan różaniec podarowany przez Łucię Santos, wizjonerkę z Fatimy? W jaki sposób Pan go otrzymał?

 

- To było tak: wiele lat temu byłem w posiadaniu adresu do siostry Łucji w Coimbra, zdecydowałem więc, że napiszę. Oczywiście, że nigdy jej nie spotkałem, ponieważ jest siostrą klauzurową i nikogo nie widziała od długiego czasu. W liście pisałem o sobie, ale przede wszystkim o Niej, o Maryi. Zaczęliśmy korespondować, aż pewnego dnia, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, siostra Łucja przysłała mi różaniec. Jestem do niego bardzo przywiązany, przygotowuje mnie on na moment, kiedy Pan mnie powoła.

 

(…)- Jiakie miejsce Maryja zajmuje w Pana codziennym życiu i w twórczości poety?

- Bardzo ważne: Jest zawsze obecna w moich myślach i w moim sercu…Jest dla mnie inspiracją.

 

Copyright © Maria Di Lorenzo, Śladami Maryi

All rights reserved

 

 


 

 

 


ZYCIE


 

Urodził się w Rzymie, w 1935 roku, chrzest przyjął w Bazylice św. Piotra.

 

Elio Fiore był bibliotekarzem w Papieskim Instytucie Biblijnym, mieszczącym się na placu Pilotta.

 

Jego przyjaciele to Ungaretti, Bertolucci i Luzi, przez prawie trzydzieści lat mieszkał z sercu Rzymu żydowskiego, w Portico d’Ottavia.

 

Było to otoczenie, które wywarło niezaprzeczalny wpływ na jego poetycką twórczość, ubogacając ją w wyobrażenia i czyniąc wspołuczestniczką historii i tradycii judaistycznej.

 

A zatem jego twórczość znacznie wyprzedziła dialog ekumeniczny, do tego stopnia, że wspólnota żydowska przekazała mu – choć był wyznania rzymskokatolickiego – listę około dwóch tysięcy rzymskich Źydów aresztowanych przez nazistów i wywiezionych do komór gazowych jesienią 1943 roku.

 

Elio Fiore jest niewątpliwie niepowtarzalną postacją literatury włoskiej. 

 

W jego twórczości przewijają się motowy: szaleństwo holokaustu, trwała pamięć o umarłych, wiara w poezję i w poetów, poszukiwanie Boga, ale nie w abstrakcji, raczej we krwi i krzyku Historii.”

 

Według Elio Fiore pisarza powinny cechować: potrzeba obserwowania i opowiadania, odwaga w pisaniu, co jest obowiązkiem, moralnym nakazem, tak samo jak obowiązkiem jest pamiętać.

 

Fiore jest mistykiem – powiedział Valerio Volpini – ponieważ przez miłość objawioną w krzyzu patrzy na wszystko, na swoją egzystencję, swój byt zanurzony w czasie, na okrucieństwa i okropności, na wszystko, co symbolizuje śmierć i na kad metaforę zła”.

 

 

 


 

SHALOM, ELIO!

 

... DO ZOBACZENIA!

 

 


 

 

 

 


© Copyright Maria Di Lorenzo

– All rights reserved -