|
POEZJA
|
Pozwól abym chodził Matko Boska,
w Twoim
ostatecznym różańcu,
w tym łuku, który łączy światło i
ciemność.
Wciąż jest tak ciemno, Córko Syjonu,
ale pragnę, w tej mozolnej wspinaczce,
przejść przez każdą próbę,
aby odnaleźć moją Matkę,
Różę wypełnioną Twoją
Tajemnicą:
miłość
wcieloną Jedynego Syna.
Maryja
była cała ubrana na czarno,
stała
nieruchomo na ziemi
a
w ramionach trzymała Jezusa.
W
szaleńczym pędzie swoich spraw
mijali
ją przechodnie,
nawet
nie zwracając na Nią uwagi.
Nikt
nie zatrzymał się,
aby
dać Jej choćby grosz jałmużny.
Spod
zamkniętych powiek Maryi
dwie
łzy spływały po policzkach.
Tymczasem
Jezus uśmiechał się do mnie,
podczas
gdy w luksusowych sklepach
zapalały
się światła, mieniło się w nich
od pamiątek, gwiazdek i aniołków.
Ścisnął mnie mocno za
rękę,
a w Jego niewinnym uśmiechu
dostrzegłem cierpienie całego
świata.
Maryjo Dziewico,
o nic Cię nie proszę,
jednak z nieba, proszę,
zapewnij mojego ojca
i moją matkę,
że zważam na prawo Twojego Syna.
Na Jego miłość,
która wymaga przebaczania temu,
kto mi wyrządził zło.
Mryam, w tym starym getcie,
odwieczenie spływającym krwią
Dawida, przygotowuję się,
omawiając Różaniec Łucji Santos
na Twoje niespodziewane
wezwanie.
Matko, bo Ty wiesz,
że jestem w Tobie zakochany
i że kiedy zamykam oczy,
lub kiedy idę do pracy,
przez plac Dwunastu
Apostołów
widzę Cię
lsniącą od słońca
osadzonego w Twoim
Niepokalanym Sercu,
a u Twych stóp jest Róża
Stworzenia,
utkana w Twej wiecznej
tkalni.
Widzę jak ze swoim Synem
nieprzerwanie przyodziewasz
moich braci, ludzi, w
światło.
Niech zajaśnieje Twoja
chwała
w Twoim słudze,
który w ciszy tego domu,
w którym w 1966 roku
prowadziłaś mnie,
a ja przyjąłem
misterium Twojej
wzniosłej muzyki.
|
Poeta zafascynowany Maryją

|
(…) Rozmawiam z Elio Fiore. Jego droga człowieka
i poety bierze swój początek od tragicznej daty 16 października
1943 roku, kiedy to Niemcy wtargnęli do rzymskiego getta, gdzie
wtedy się znajdował. Splądrowano domy i deportowano ponad
dwa tysiące Żydów, kobiety i starców, także dzieci.
- Dlaczego Pan, chrześcijanin, znajdował się tam
tego dnia i dlaczego, kiedy dorósł, powrócił Pan do getta, aby
w nim zamieszkać?
- Z powodu pracy mieszkałem w wielu
włoskich miastach, w końcu, zupełnie przez przypadek
wróciłem do getta. Szukałem w Rzymie mieszkania i
znalazłem je właśnie w dzielnicy żydowskiej. Jednak z
czasem, kiedy zastanawiałem się nad tym wszystkim,
zaczęło do mnie docierać, że jest to zrządzenie
losu. Wróciłem przecież właśnie tu, gdzie jako
dziecko byłem świadkiem tragedii narodu żydowskiego.
W 1943 roku miałem osiem lat, byłem
dzieckiem żywym, ciekawym wszystkiego, lubiłem dziecięce
gry, as o Niemcach i Żydach nie wiedziałem nic, w ogóle nie
wiedziałem nic o życiu…Tamtego poranka, kiedy zaczęła
sie łapanka, znajdowałem się na Placu Piscinula,
ponieważ niedawno straciłem dom. Latem, kiedy bombardowano San Lorenzo al Verano, nasz dom
został zrównany z ziemią. Zginęło wtedy ponad trzy
tysiące osób, a wielu ludzi zostało rannych.
Oczekując
na pomoc, leżałem w objęciach mamy, przysypany gruzami,
przez dziesięć godzin. Uratowaliśmy się tylko cudem.
Maryja nas uratowała. Pamiętam, jak matka modliła się
cały czas: „O, Matko Boża, uratuj moje dziecko!”. Ponieważ
byliśmy ranni, zaprowadzono nas do szpitala. Tego dnia
przeżyłem szok. Od tamtej pory mój stosunek do Maryi raptownie
się zmienił, więź stała się silniejsza i
bardziej dojrzała.
Przedtem
byłem dzieckiem nieświadomym wielu rzeczy. Na przykład, o
Maryi słyszałem po raz pierwszy w czasie Bożego Narodzenia
1939 roku, kiedy mój ojciec zbudował wspaniała szopkę na
fortepianie. Pokazał mi wtedy figurkę Maryi i powiedział,
że to jest Matka Boża, Matka Jezusa. Oczywiście nic z tego
nie rozumiałem, miałem przecież cztery lata. Pamiętam
również, choć przez mgłę, nocną
pielgrzymkę, która odbyłem z moją mamą do Matki
Bożej Miłości. Pamiętam, że świtało i
że było zimno…
(…) - Czy to prawda, że ma Pan różaniec
podarowany przez Łucię Santos, wizjonerkę z Fatimy? W jaki
sposób Pan go otrzymał?
- To
było tak: wiele lat temu byłem w posiadaniu adresu do siostry
Łucji w Coimbra, zdecydowałem więc, że napiszę.
Oczywiście, że nigdy jej nie spotkałem, ponieważ jest
siostrą klauzurową i nikogo nie widziała od długiego czasu.
W liście pisałem o sobie, ale przede wszystkim o Niej, o Maryi.
Zaczęliśmy korespondować, aż pewnego dnia, ku mojemu
wielkiemu zdziwieniu, siostra Łucja przysłała mi
różaniec. Jestem do niego bardzo przywiązany, przygotowuje mnie
on na moment, kiedy Pan mnie powoła.
(…)- Jiakie miejsce Maryja zajmuje w Pana codziennym
życiu i w twórczości poety?
- Bardzo ważne: Jest zawsze obecna w moich
myślach i w moim sercu…Jest dla mnie inspiracją.
Copyright
© Maria Di Lorenzo, Śladami
Maryi
All rights reserved
|
|
ZYCIE
|
Urodził się w Rzymie, w 1935 roku,
chrzest przyjął w Bazylice św. Piotra.
Elio Fiore był bibliotekarzem w Papieskim Instytucie
Biblijnym, mieszczącym się na placu Pilotta.
Jego przyjaciele to
Ungaretti, Bertolucci i Luzi, przez prawie trzydzieści lat mieszkał z
sercu Rzymu żydowskiego, w Portico
d’Ottavia.
Było to otoczenie, które wywarło
niezaprzeczalny wpływ na jego poetycką twórczość, ubogacając
ją w wyobrażenia
i czyniąc wspołuczestniczką historii i tradycii judaistycznej.
A zatem jego twórczość znacznie wyprzedziła
dialog ekumeniczny, do tego stopnia, że wspólnota
żydowska przekazała mu – choć był wyznania rzymskokatolickiego – listę około
dwóch tysięcy
rzymskich Źydów
aresztowanych przez nazistów i
wywiezionych do komór gazowych jesienią 1943 roku.
Elio Fiore jest niewątpliwie niepowtarzalną postacją
literatury włoskiej.
W jego twórczości
przewijają się
motowy: szaleństwo holokaustu, trwała pamięć o umarłych, wiara w poezję i w poetów,
poszukiwanie Boga, ale nie w abstrakcji, raczej we „krwi i krzyku Historii.”
Według Elio Fiore pisarza powinny cechować: potrzeba obserwowania i opowiadania, odwaga w
pisaniu, co jest obowiązkiem, moralnym
nakazem, tak samo jak obowiązkiem
jest pamiętać.
„Fiore jest mistykiem –
powiedział Valerio Volpini – ponieważ przez miłość objawioną
w krzyzu patrzy na wszystko, na swoją egzystencję,
swój byt zanurzony w czasie, na okrucieństwa i okropności, na wszystko, co symbolizuje śmierć i na kadzą metaforę
zła”.
SHALOM, ELIO!
... DO ZOBACZENIA!
|
|